Spis treści


 

Po - Gaduchy :: rozmowa po Grze:

Nad kwadratowym kartonem pochylają się z przeciwległych końców dwaj Gracze. Każdy uzbrojony w pędzel ma nieograniczony dostęp do kilku zestawów akwareli, plakatówek. CO tydzień w każdy piątek, każdy ma szanse na udowodnienie sobie, że można namalować swój obraz. Reporter “Gazety” też spróbował.

Wygląda to tak

Jedno maluje szerokie czerwone paski. Drugie mu te paski zamalowuje zielonym mazajem. Gdy autor zielonobrudnych mazajów odkłada pędzel przeciwnik do swej wściekłej czerwieni dokłada gęstą ciepłą żółć. I tak na zmianę. Aż do momętu gdy Gracze się przełamią. Po przełamaniu najczęściej idą na współpracę. Zaczynają malować wspólny obraz. Zapis spotkania nad białą kartą papieru.

Barwy to nic innego jak

emocje – mówi prowadzący Grę Romek Pukar. Zwolennik, propagator tych dziwnych, kilkudziesięciominótowych lub kilkugodzinnych Gier. Grafik, designer, plastyk, realizator wideo, drwal w Bieszczadach, szpitalny sanitariusz, magazynier w lubelskim BWA w jednej osobie.

Kolor zamiast wrzasku

Początek nieoficjalny i powstanie Gry to rodzinna kłótnia. Roman pokłócił się na obrazie z Beatą. Dwaj plastycy nie krzycząc wypowiedzieli się na płótnie. Po jakimś czasie doszli do wniosku, że  jest to genialne. Mieszkanie stało się powoli miejscem, gdzie znajomi i znajomi znajomych przychodzili Grać. Pielgrzymki zaczęły być uciążliwe. Przy ulicy Lipowej cztery lata temu powstała mała galeria “Miejsce”. – Nie wiem czy to przyklejenie się w siedzibie KPN mi zaszkodziło czy pomogło Ale Wójcik był jedynym człowiekiem, który  na powstanie takiej dziwnej galerii się zgodził. W pokoiku oprócz siedzisk i stołu, przy którym można było Grać, stały wszelkie farby, letrasety, folie samoprzylepne, pudła i pudełka pasteli, kredek.

Rezultatem działania “Miejsca” i fascynacji Grą jest stos obrazów. Cztery opasłe teki opisanych (data, czas, autorzy) zapisów spotkania dwojga ludzi...

Umiem, nie umiem

Po doświadczeniach zkilkuset graczami, dostrzegam różnicę w ich zachowaniach. Podstawą sprawą jest przełamanie barier. Pierwszą jest ”ja nie umiem malować”.

Są Gracze, którzy ewidentnie robią na złość. Zamalowują, brudzą. I w pewnym momencie zaczynają iść na współpracę. Podobnie kończą Ci, którzy zaczynają nieśmiało malując coś w swoim kącie – opowiada Romek Pukar.

 

“Doświadczenie Gry (jej procesu) jest daleko ważniejsze od samego obrazu. Obraz swojego autorstwa jest najbliższy, ale nie zasłania innych obrazów. Wszyscy uczestnicy. Wszyscy uczestnicy wyrazili chęć zabrania swoich obrazów do domu, wielokrotnie przypominając i upewniając się, czy to będzie możliwe. Gra jest przeistoczeniem – przejściem ze świata konfliktu w świat współpracy”. (Konkluzja rozmowy podsumowującej warsztaty na temat Gry ze studentami roku 0  filozofii UMCS.)

Praktyka

Z lekkim oporem zgodziłam się na Granie – zajęcia plastyczne miałam w zamierzchłej przeszłości. Spotkania było umówione w Hadesie na , czyli po całym zabieganym dniu. Widok białej kartki (40x40) nie natchną optymizmem. Postanowiłam iść w zieleń i geometrię. Romek zaczął od czerwieni i żółci. Zabawa zaczęła się na całego, gdy karton był kolorowy. Graliśmy ponad godzinę. Efekt niestety biało-czarno-szary (ilustracja tekstu) nie oddaje szaleństwa szafirów i błękitów. Sama złapałam się na tym, że przestałam – zupełnie spontanicznie –myśleć o problemach, które nurtowały mnie bardzo silnie kilka godzin temu. Gdy szłam ulicą z mokrym obrazem, czułam się jak przedszkolak z laurką. Przechodnie spoglądali z dezaprobatą na mazajowatą abstrakcję. Mnie się podobała! Nawet bardziej niż ten “do góry nogami” – malowany przez Romka.

Agnieszka DYBEK

 

Poniedziałek, 5 wrzesień 1994 :: Gazeta w Lublinie