Spis treści

JaPendzel-RED

Po - Gaduchy :: rozmowa po Grze:

 


 

Rozmowy przy malowaniu obrazu

Z boku Gra wygląda jak zajęcia w świetlicy dla dorosłych. Albo terapia. A to nie terapia. Choć wychodzi człowiek trochę odmieniony. Ani świetlicowe zabijanie czasu. Gra jest sztuką pozostawiania śladu.

Agnieszka Dybek
Dziennik Wschodni

Instrukcja obsługi Gry. Potrzebny jest Roman Pukar. Człowiek, który wymyślił, a może odkrył Grę i ją stosuje. Uprawia tą na wskroś nowoczesną dziedziną sztuki. O niej myśli. I ją opisuje.

Romanowi Pukarowi do Gry potrzebny jest partner. Płeć nie jest istotna, wiek, wykształcenie też. Nawet nie trzeba umieć malować, co zostało sprawdzone przez autorkę niniejszego tekstu. Ale potrzebny jest blejtram 60 cm na 60 cm i farby. Akwarele, akryle. Mogą być jeszcze kredki świecowe. I Gra-my.

****

- To był rok 1988 czy 1989... - zamyśla się Roman Pukar. - Głębokie czasy PRL-u? Tak dawno? - Ponad dwadzieścia lat lekko licząc - kiwa głową i poprawia kasetkę z akwarelkami, żeby i on i ja mieliśmy do nich taki sam dostęp. Bo Pukar zgadza się na rozmowę o Grze ale przy graniu. Bez Gry nie ma gadania o Grze. - Oczywiście jak przy wszystkich wynalazkach zadecydował przypadek. Pokłóciliśmy się z moją ówczesną dziewczyną. Siedziała przy stole i coś malowała. A ja jej, ze swojej strony stołu, coś domalowałem. Wściekła się strasznie, bo jak to artystę poprawiać. A ja na to: Nie denerwuj się tylko graj. I następnego dnia zagraliśmy jeszcze raz i jeszcze raz. A później zapraszałem do malowania różnych ludzi. Ta gra jest 185 - wylicza Pukar i grubą żółtą smuga farby przejeżdża koło moich niebieskich kresek i prostokącików, zupełnie burząc kompozycję.

Intuicyjnie czułem, że to jest ważne. Dlatego zawsze starałem się zachowywać obrazy Gier dla siebie. Taka ochrona moich praw autorskich. Ja przecież nie jestem dobrą wróżką, chodzi o doświadczeni sztuki a nie rozdawnictwo, Poza pracownią jest zaledwie osiem prac.

Gdy protestuję cieszy się. No właśnie, Gra jest spotkaniem i próbą współdziałania. Możemy wpływać na siebie, możemy sobie kolorystycznie szkodzić. Albo pomagać i współpracować. Początek jest zawsze taki niepewny. Pierwsze plamy, linie. Każdy z graczy bezwiednie dzieli kwadrat na trzy pola: najbliższy mu traktuje jak swoje terytorium Zdarzali mi się partnerzy, którzy nawet wzroku na mnie nie podnosili, tylko dłubali coś u siebie, w swoim kątku. Pas środkowy to współdziałanie, pole kontaktu z przestrzenią drugiej osoby. A góra to marzenia.

- Ale moja góra to terytorium drugiego gracza.

- Tak i o to chodzi. Tak jest w życiu. Każdy widzi swój obrazek. Ja widzę zupełnie inny obraz. Jeśli partner maluje coś od swojej strony, to na moim obrazie kompozycyjnie i wizualnie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Efekt lustra.

- I dlatego ludzie się nie mogą ze sobą dogadać? To, dlatego Gra jest filozoficznie umocowana w życiu?

- Jest dowodem na to, że każdy ma swój obrazek oraz na to, że można coś wspólnie namalować.

***

I tak od dwudziestu lat Roman Pukar prowadzi, analizuje i doświadcza swojej unikalnej w skali świata sztuki. Blisko dwieście Gier jest skatalogowanych, każda z prac jest sfotografowana, ma metryczkę zawierającą informacje o autorach, dacie i miejscu powstania. Wymiarach pracy, jakie farby i techniki były użyte przy tworzeniu. I na każdej jest zaznaczone gdzie siedział Roman Pukar a gdzie partner. Wiadomo, kto malował, który obrazek.

***

Pukar uważa, że Gra zdeterminowała drugą część jego życia. Często zagląda do dawnych prac i je analizuje. Zrobił stronę internetową www.pukar.art.pl. gdzie jest wszystko o filozofii Gry, są pokazane prace. Są wypowiedzi partnerów. Ludzie opowiadają o swoich odczuciach i emocjach w czasie grania i co sądzą o samym pomyślę.

Już wie, że jeszcze wilgotnego obrazu nie ma, co oglądać. Zwykle sami autorzy nie są z niego zadowoleni. Dopiero po pewnym czasie.

Przez te dwadzieścia lat Pukar zunifikował wymiary prac. Pierwsze były prostokątami. - Kwadrat daje równe prawa malującym. Wymiary 60 cm na 60 cm okazały się najlepsze, bo taką płaszczyznę człowiek obejmuje wzrokiem. Z papieru, na którym powstawały wczesne Gry przeszedłem na blejtramy. Instaluję specjalne urządzenie, które pozwala obracać obraz, gdy gotowy wisi już na ścianie. Można zobaczyć obraz mój i partnera - opowiada Roman, który dwa lata temu skonstruował specjalny stół. Ma w blacie dziurę o wymiarach blejtramu. Pole Gry jest stabilne a farby, pędzle i woda stoją w zasięgu ręki. Obu rąk.

***

Gry miały swoja wystawę. Można je było oglądać w galerii Kont oraz trakcie Wrocławskich Literakcji. Nie jset to sztuka wystawiennicza raczej akcyjna. Tu jeden na jednego spotykamy się w obszarze sztuki. Tego się nie da zobaczyć w galeriach, to trzeba przeżyć.

Teraz jest pomysł na życie.

- Jeśli jestem jedyny na świecie to mam ofertę dla ludzi. Można ze mną zagrać i sobie samemu namalować obraz na swoja ścianę. Tego jeszcze chyba w świecie sztuki nikt nie proponuje. Absolutny brak ograniczeń, jeśli chodzi o dobór partnera sprawia, że z mojej oferty mogą korzystać wszyscy - uważa Pukar. Pytany o cenę takiej oferty uśmiecha się i mówi: Jako jedyny na świecie to chyba mniej niż 5 tysięcy nie mogę brać za Grę.

Spojrzenie komercyjne wydaje mi się bardzo istotne, bo stawia świat na nogach. Na kulturę musi być nas stać: intelektualnie, duchowo i finansowo. Jeśli nie to kupmy sobie bombonierkę: Będzie co zjeść i będzie co na ścianie powiesić. Sama Gra jednak chyba pójdzie dalej, gdzieś w płaszczyznę porozumienia, mam nadzieje jakiejś nowo rozumianej współobecności.


 


Roman Pukar. Mieszka w Lublinie. Po podstawówce, jako 17-latek wyjechał w Bieszczady rąbać drzewo, bo wtedy były czasy jak ze Stachury. Po powrocie skończył szkołę średnią. I jak sam twierdzi nigdy z tych Bieszczad do końca nie wrócił. Był sanitariuszem, pracował w lubelskim BWA, miał pracownię graficzną. Teraz Gra.