Spis treści

Gra-187


Roman Pukar - Agnieszka Dybek :: Gra w abstrakcję

 






Partnerzy:

Agnieszka Dybek

Roman Pukar

Spotkanie:

05 IX 1994

Miejsce:

Lublin Klub HADES

Format:

43x43 cm

Podloze:

karton

Technika:

Pastel sucha, pastel tłusta

 

 



 

Po - Gaduchy :: rozmowa po Grze:

Nad kwadratowym kartonem pochylają się z przeciwległych końców dwaj Gracze. Każdy uzbrojony w pędzel ma nieograniczony dostęp do kilku zestawów akwareli, plakatówek. CO tydzień w każdy piątek, każdy ma szanse na udowodnienie sobie, że można namalować swój obraz. Reporter “Gazety” też spróbował.

Wygląda to tak

Jedno maluje szerokie czerwone paski. Drugie mu te paski zamalowuje zielonym mazajem. Gdy autor zielonobrudnych mazajów odkłada pędzel przeciwnik do swej wściekłej czerwieni dokłada gęstą ciepłą żółć. I tak na zmianę. Aż do momętu gdy Gracze się przełamią. Po przełamaniu najczęściej idą na współpracę. Zaczynają malować wspólny obraz. Zapis spotkania nad białą kartą papieru.

Barwy to nic innego jak

emocje – mówi prowadzący Grę Romek Pukar. Zwolennik, propagator tych dziwnych, kilkudziesięciominótowych lub kilkugodzinnych Gier. Grafik, designer, plastyk, realizator wideo, drwal w Bieszczadach, szpitalny sanitariusz, magazynier w lubelskim BWA w jednej osobie.

Kolor zamiast wrzasku

Początek nieoficjalny i powstanie Gry to rodzinna kłótnia. Roman pokłócił się na obrazie z Beatą. Dwaj plastycy nie krzycząc wypowiedzieli się na płótnie. Po jakimś czasie doszli do wniosku, że  jest to genialne. Mieszkanie stało się powoli miejscem, gdzie znajomi i znajomi znajomych przychodzili Grać. Pielgrzymki zaczęły być uciążliwe. Przy ulicy Lipowej cztery lata temu powstała mała galeria “Miejsce”. – Nie wiem czy to przyklejenie się w siedzibie KPN mi zaszkodziło czy pomogło Ale Wójcik był jedynym człowiekiem, który  na powstanie takiej dziwnej galerii się zgodził. W pokoiku oprócz siedzisk i stołu, przy którym można było Grać, stały wszelkie farby, letrasety, folie samoprzylepne, pudła i pudełka pasteli, kredek.

Rezultatem działania “Miejsca” i fascynacji Grą jest stos obrazów. Cztery opasłe teki opisanych (data, czas, autorzy) zapisów spotkania dwojga ludzi...

Umiem, nie umiem

Po doświadczeniach zkilkuset graczami, dostrzegam różnicę w ich zachowaniach. Podstawą sprawą jest przełamanie barier. Pierwszą jest ”ja nie umiem malować”.

Są Gracze, którzy ewidentnie robią na złość. Zamalowują, brudzą. I w pewnym momencie zaczynają iść na współpracę. Podobnie kończą Ci, którzy zaczynają nieśmiało malując coś w swoim kącie – opowiada Romek Pukar.

 

“Doświadczenie Gry (jej procesu) jest daleko ważniejsze od samego obrazu. Obraz swojego autorstwa jest najbliższy, ale nie zasłania innych obrazów. Wszyscy uczestnicy. Wszyscy uczestnicy wyrazili chęć zabrania swoich obrazów do domu, wielokrotnie przypominając i upewniając się, czy to będzie możliwe. Gra jest przeistoczeniem – przejściem ze świata konfliktu w świat współpracy”. (Konkluzja rozmowy podsumowującej warsztaty na temat Gry ze studentami roku 0  filozofii UMCS.)

Praktyka

Z lekkim oporem zgodziłam się na Granie – zajęcia plastyczne miałam w zamierzchłej przeszłości. Spotkania było umówione w Hadesie na , czyli po całym zabieganym dniu. Widok białej kartki (40x40) nie natchną optymizmem. Postanowiłam iść w zieleń i geometrię. Romek zaczął od czerwieni i żółci. Zabawa zaczęła się na całego, gdy karton był kolorowy. Graliśmy ponad godzinę. Efekt niestety biało-czarno-szary (ilustracja tekstu) nie oddaje szaleństwa szafirów i błękitów. Sama złapałam się na tym, że przestałam – zupełnie spontanicznie –myśleć o problemach, które nurtowały mnie bardzo silnie kilka godzin temu. Gdy szłam ulicą z mokrym obrazem, czułam się jak przedszkolak z laurką. Przechodnie spoglądali z dezaprobatą na mazajowatą abstrakcję. Mnie się podobała! Nawet bardziej niż ten “do góry nogami” – malowany przez Romka.

Agnieszka DYBEK

 

Poniedziałek, 5 wrzesień 1994 :: Gazeta w Lublinie



 

Roman Pukar - Agnieszka Dybek :: Instrukcja obsługi Gry






Partnerzy:

Agnieszka Dybek

Roman Pukar

Spotkanie:

29 IX 2009r

Miejsce:

Lublin ul. Narutowicza

Format:

60x60 cm

Podloze:

Płótno na ramie

Technika:

akwarela, akryl, pastel tłusta

 

 


JaPendzel-RED

Po - Gaduchy :: rozmowa po Grze:

 


 

Rozmowy przy malowaniu obrazu

Z boku Gra wygląda jak zajęcia w świetlicy dla dorosłych. Albo terapia. A to nie terapia. Choć wychodzi człowiek trochę odmieniony. Ani świetlicowe zabijanie czasu. Gra jest sztuką pozostawiania śladu.

Agnieszka Dybek
Dziennik Wschodni

Instrukcja obsługi Gry. Potrzebny jest Roman Pukar. Człowiek, który wymyślił, a może odkrył Grę i ją stosuje. Uprawia tą na wskroś nowoczesną dziedziną sztuki. O niej myśli. I ją opisuje.

Romanowi Pukarowi do Gry potrzebny jest partner. Płeć nie jest istotna, wiek, wykształcenie też. Nawet nie trzeba umieć malować, co zostało sprawdzone przez autorkę niniejszego tekstu. Ale potrzebny jest blejtram 60 cm na 60 cm i farby. Akwarele, akryle. Mogą być jeszcze kredki świecowe. I Gra-my.

****

- To był rok 1988 czy 1989... - zamyśla się Roman Pukar. - Głębokie czasy PRL-u? Tak dawno? - Ponad dwadzieścia lat lekko licząc - kiwa głową i poprawia kasetkę z akwarelkami, żeby i on i ja mieliśmy do nich taki sam dostęp. Bo Pukar zgadza się na rozmowę o Grze ale przy graniu. Bez Gry nie ma gadania o Grze. - Oczywiście jak przy wszystkich wynalazkach zadecydował przypadek. Pokłóciliśmy się z moją ówczesną dziewczyną. Siedziała przy stole i coś malowała. A ja jej, ze swojej strony stołu, coś domalowałem. Wściekła się strasznie, bo jak to artystę poprawiać. A ja na to: Nie denerwuj się tylko graj. I następnego dnia zagraliśmy jeszcze raz i jeszcze raz. A później zapraszałem do malowania różnych ludzi. Ta gra jest 185 - wylicza Pukar i grubą żółtą smuga farby przejeżdża koło moich niebieskich kresek i prostokącików, zupełnie burząc kompozycję.

Intuicyjnie czułem, że to jest ważne. Dlatego zawsze starałem się zachowywać obrazy Gier dla siebie. Taka ochrona moich praw autorskich. Ja przecież nie jestem dobrą wróżką, chodzi o doświadczeni sztuki a nie rozdawnictwo, Poza pracownią jest zaledwie osiem prac.

Gdy protestuję cieszy się. No właśnie, Gra jest spotkaniem i próbą współdziałania. Możemy wpływać na siebie, możemy sobie kolorystycznie szkodzić. Albo pomagać i współpracować. Początek jest zawsze taki niepewny. Pierwsze plamy, linie. Każdy z graczy bezwiednie dzieli kwadrat na trzy pola: najbliższy mu traktuje jak swoje terytorium Zdarzali mi się partnerzy, którzy nawet wzroku na mnie nie podnosili, tylko dłubali coś u siebie, w swoim kątku. Pas środkowy to współdziałanie, pole kontaktu z przestrzenią drugiej osoby. A góra to marzenia.

- Ale moja góra to terytorium drugiego gracza.

- Tak i o to chodzi. Tak jest w życiu. Każdy widzi swój obrazek. Ja widzę zupełnie inny obraz. Jeśli partner maluje coś od swojej strony, to na moim obrazie kompozycyjnie i wizualnie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Efekt lustra.

- I dlatego ludzie się nie mogą ze sobą dogadać? To, dlatego Gra jest filozoficznie umocowana w życiu?

- Jest dowodem na to, że każdy ma swój obrazek oraz na to, że można coś wspólnie namalować.

***

I tak od dwudziestu lat Roman Pukar prowadzi, analizuje i doświadcza swojej unikalnej w skali świata sztuki. Blisko dwieście Gier jest skatalogowanych, każda z prac jest sfotografowana, ma metryczkę zawierającą informacje o autorach, dacie i miejscu powstania. Wymiarach pracy, jakie farby i techniki były użyte przy tworzeniu. I na każdej jest zaznaczone gdzie siedział Roman Pukar a gdzie partner. Wiadomo, kto malował, który obrazek.

***

Pukar uważa, że Gra zdeterminowała drugą część jego życia. Często zagląda do dawnych prac i je analizuje. Zrobił stronę internetową www.pukar.art.pl. gdzie jest wszystko o filozofii Gry, są pokazane prace. Są wypowiedzi partnerów. Ludzie opowiadają o swoich odczuciach i emocjach w czasie grania i co sądzą o samym pomyślę.

Już wie, że jeszcze wilgotnego obrazu nie ma, co oglądać. Zwykle sami autorzy nie są z niego zadowoleni. Dopiero po pewnym czasie.

Przez te dwadzieścia lat Pukar zunifikował wymiary prac. Pierwsze były prostokątami. - Kwadrat daje równe prawa malującym. Wymiary 60 cm na 60 cm okazały się najlepsze, bo taką płaszczyznę człowiek obejmuje wzrokiem. Z papieru, na którym powstawały wczesne Gry przeszedłem na blejtramy. Instaluję specjalne urządzenie, które pozwala obracać obraz, gdy gotowy wisi już na ścianie. Można zobaczyć obraz mój i partnera - opowiada Roman, który dwa lata temu skonstruował specjalny stół. Ma w blacie dziurę o wymiarach blejtramu. Pole Gry jest stabilne a farby, pędzle i woda stoją w zasięgu ręki. Obu rąk.

***

Gry miały swoja wystawę. Można je było oglądać w galerii Kont oraz trakcie Wrocławskich Literakcji. Nie jset to sztuka wystawiennicza raczej akcyjna. Tu jeden na jednego spotykamy się w obszarze sztuki. Tego się nie da zobaczyć w galeriach, to trzeba przeżyć.

Teraz jest pomysł na życie.

- Jeśli jestem jedyny na świecie to mam ofertę dla ludzi. Można ze mną zagrać i sobie samemu namalować obraz na swoja ścianę. Tego jeszcze chyba w świecie sztuki nikt nie proponuje. Absolutny brak ograniczeń, jeśli chodzi o dobór partnera sprawia, że z mojej oferty mogą korzystać wszyscy - uważa Pukar. Pytany o cenę takiej oferty uśmiecha się i mówi: Jako jedyny na świecie to chyba mniej niż 5 tysięcy nie mogę brać za Grę.

Spojrzenie komercyjne wydaje mi się bardzo istotne, bo stawia świat na nogach. Na kulturę musi być nas stać: intelektualnie, duchowo i finansowo. Jeśli nie to kupmy sobie bombonierkę: Będzie co zjeść i będzie co na ścianie powiesić. Sama Gra jednak chyba pójdzie dalej, gdzieś w płaszczyznę porozumienia, mam nadzieje jakiejś nowo rozumianej współobecności.


 


Roman Pukar. Mieszka w Lublinie. Po podstawówce, jako 17-latek wyjechał w Bieszczady rąbać drzewo, bo wtedy były czasy jak ze Stachury. Po powrocie skończył szkołę średnią. I jak sam twierdzi nigdy z tych Bieszczad do końca nie wrócił. Był sanitariuszem, pracował w lubelskim BWA, miał pracownię graficzną. Teraz Gra.